Go to content Go to navigation Go to search

Witam na mojej stronie, gdzie znajdziecie więcej informacji oficjalnych na mój temat i zobaczyć czym się zajmuję. Można mnie poznać z mniej oficjalnej strony i zobaczyć jak spędzam swój wolny czas. A dla moich studentów polecam dział dydaktyka oraz download, gdzie możecie znaleźć przydatne informacje, związane z zajęciami.

Konsultacje (p. 214, IIp., UŚ)
wtorek 9.30 - 10.00
wtorek 11.30 - 12.00
środa 15.45 - 16.45
Kontakt

e-mail: agnieszka.nowak@us.edu.pl
telefon: (+48 32) 368 97 65

witaminki...witaminki...


“Wiosna !!! cieplejszy wieje wiatr, wiosna !!!”

Uwielbiam wiosnę…
Przyszedł na pierwszy wiosenny sok z marchwi…
Przepis niezwykle prosty, aczkolwiek należy dbać o szczegóły :)

  1. zakupiona przez ukochanego marchew…podlega umyciu…
  2. przez zakochaną jest obrana i gotowa do starcia z bezlitosnymi tarczami sokowirówki…
  3. sokowirówka nie byle jaka (dlatego mówię o ważnych szczegółach) !!! Szacuję jej wiek na jakieś +/- 35 lat
  4. sok wypić najszybciej jak się da…od razu po sporządzeniu…nie polecam chować do lodówki, dodawać czegokolwiek…najzdrowiej i najlepiej jest go po prostu …od razu transportować do żołądeczka :) mojego i mojego ukochanego…

    Smacznego !



wiosenna sałatka za buziaka...


Uwielbiam dbać o podniebienie mojego ukochanego…
Ciągle tylko ciasta, ciastka i ciasteczka…
wiosna przyszła i …czas na świeżość w naszej kuchni :)
Korzystając z dobrodziejstw L4 przygotowałam na kolację sałatkę z brokuła, jajeczka, pomidorka i pestek słonecznika oraz dyni…
Prawdziwa rozkosz …
No więc nie przedłużając…podaję niniejszym przepis:

  1. Myjemy brokułka, rozdzialamy na różyczki i gotujemy (nie do miękkości).
  2. Kroimy pomidorka na ósemki albo nawet szesnastki:)
  3. Gotujemy jajeczko na twardo i kroimi też na ósemki albo nawet szesnastki:)
  4. Garstkę pestek dyni i słonecznika smażymy na patelni (najlepiej bez tłuszczu i soli)

  5. Gdy brokułek wystygnie, układamy wszystko pięknie w salaterce
  6. Sos: 3 łyżki jogurtu naturalnego (gęstego), szczypta soli i pieprzu i ząbek czosnku (przecisnięty przez praskę) mieszamy z łyżką majonezu
  7. pokrywamy sałatkę sosem i pięknie dekorujemy resztą pestek dyni i słonecznika…

    Smakuje naprawdę super !!!



i po świętach...


…wróciłam…
i…zgodnie z obietnicą publikuję niniejszym dowody upieczenia dwóch serników: prawdziwych smakołyków: kokosowego i migdałowego z amaretto.
Gonitwa przedświąteczna zawsze dobrze mnie nastraja. Jednych wykańcza psychicznie mi zaś ładuje akumulatory. Odsuwam wtedy na bok pracę zawodową, a w pełni poświęcam się mojej pasji pieczenia ciast, strojenia domku na święta, wysyłaniu życzeń moim bliskim…przyjaciołom i dalszym znajomym…
Najpierw w piątek zabrałam się za sernik kokosowy:
najpierw dobrze dobrać proporcje składników…

by w połowie pieczenia serniczek był taki piękny…złociutki…

by dojść do tej fazy musieliśmy piec ok 35 minut w temp. 200 stopni i wyjąć sernik by nałożyć na niego warstwę kokosu….i upiec do końca…jednak ja zapomniałam zrobić już zdjęcia tej ostatniej fazy…
Potem zabrałam się za drugi sernik: migdałowy z amaretto…
Od składników…

do efektu finalnego…

Upiekłam także dwa keksy z mnóstwem bakalii…jednak zapomniałam już potem z wrażenia uwiecznić ich na fotografii..

Ostatecznie upiekłam 4 ciasta (2 serniki i 2 keksy) oraz jeszcze w dzień wcześniej biscotti z migdałami i morelami…
Po ciastach nie ma już śladu…:)
Pewnie niedługo znów znajdzie się jakaś okazja i upiekę…znów coś smacznego…

Co do świąt samych…
Są przecież najważniejsze – wśród świąt kościelnych…dlatego zwykle staram się dbać i o tę sferę. Ale jest to na tyle osobiste zwykle przeżycie, że nie będę się z tym uzewnętrzniać w tym miejscu…

Święta były rodzinne. Znów w połowie spędzone u rodziców Andiego, i w połowie z moją rodzinką. Nadrobiłam zaległości “kulturalne” do których zaliczam spotkania z rodziną i znajomymi, przeczytanie książki oraz obejrzenie zaległej całej pierwszej serii “Gra o Tron”. Na HBO właśnie zaczęli emitować drugi sezon.
Ktoś z grona moich znajomych zachęcił mnie opisem “wgniata w fotel” – więc musiałam sprawdzić czy i ja będę miała podobne odczucia. Efekt: odczucia są dokładnie takie…Tak więc co poniedziałek o 22 nie ma mnie dla nikogo :)



Święta tuż tuż...


Oj będzie się działo w mojej kuchni jutro od samego rana…
w planach:

  1. keks wypełniony bakaliami po brzegi…
  2. sernik amaretto z prażonymi migdałami…
  3. sernik kokosowy…ulubiony mego męża :)
    Dlatego dziś na rozkręcenie się – postanowiłam upiec ciasteczka włoskie, które kilka razy już piekłam a którymi urzekła mnie Asia..
    Przepis pochodzi z przepisu z mojego ulubionego bloga z wypiekami :)
    Najpierw należy pokroić drobno morele i ja, że akurat nie miałam pełnych migdałów, bo zwykle nawet jak kupię to i tak zjem je do kawy nim… wpadnę na pomysł, że przydadzą się do ciasta…

    Później formułuję chlebki zgodnie z przepisem (ja zrobiłam 3 porcje, bo zwykle ciasteczka rozdaję i …nie nacieszyłabym się nimi robiąc jedną porcję zaledwie…)

    Po upieczeniu wygląda tak apetycznie i pachnie w kuchni tak niebywale, że…średnie 3 razy na minutę łamię się z pokusą poczęstunku…

    Zgodnie z przepisem kroimi na małe kromeczki i pieczemy w drugiej turze…

    No i …jak tu nie zjeść ?

    A że zbliżają się święta, i że jutro nie będę już raczej siadała do komputera i wrzucała zdjęć z upieczonych ciast…(ale zrobię to tuż po świętach)…to dzisiaj chcę wszystkim złożyć serdeczne życzenia:


Niech nadchodzące święta wypełnią Wasze domy rodzinnym ciepłem, wiosną w sercu i za oknem, by radość, optymizm oraz nadzieja – nigdy Was nie opuszczały…Niech przyjdzie czas na refleksje nad czekającą nas przyszłością!

Wesołego Alleluja !

Agnieszka



DeBeŚcIaK 2012


Jak dobrze “czasem” posłuchać męża :)
To tylko przekomarzanie się, bo tak naprawdę to jak “w patriarchacie” męża lubię słuchać i słucham często :)
Tak też było i teraz…
Wczoraj po naprawdę wielu tygodniach naprawdę intensywnej pracy naukowo-dydaktycznej albo raczej dydaktyczno-naukowej (bo zdecydowanie więcej było dydaktyki niż nauki)…prosto z pracy (z ledwością zdążyliśmy) pojechaliśmy na coroczną (w tym roku jedenastą już) imprezę pełną śmiechu zwaną “DeBeŚcIaKiEm”.

Jeśli dobrze pamiętam chyba trzeci rok z rzędu nasi przyjaciele namawiali nas na tą imprezę, ale zawsze miałam albo do 21 zajęcia, albo byliśmy na weekendzie u rodziców Andiego i …nigdy się nie udawało. A gdy stwierdzaliśmy, że “ok, pójdziemy” to już było za późno…
Tym razem było inaczej – już pod koniec roku czekaliśmy aż pojawią się bilety i udało się…
Jest to trzydniówka, w której w piątek – w tym roku – widzowie mieli szansę odstresować się przy śmiesznych skeczach kabaretów Dno oraz Kabaretu Moralnego Niepokoju.
My wybraliśmy sobotę – bo to konkurs wielu Kabaretów, a zwycięzcę wybierają widzowie – głosując na 3 wybrane przez siebie występy. W tym roku w niedzielę występują laureaci sobotniego konkursu oraz kabaret Hrabi.
Nie śledziłam dokładnie szczegółów piątkowej i niedzielnej imprezy. Interesowałam się tym jedynie (z braku czasu na więcej) co tyczy się soboty.
I tak hala w Dąbrowie Górniczej (bo tam ze względu na remont PKZ odbyła się w tym roku impreza) – na mój gust liczyła od ok. 700 – 900 osób na widowni. Bilet w całkiem dobrym sektorze kosztował 60 zł od osoby, ale co ważne, o bilety trzeba się starać na długo przed imprezą. My – o ile pamiętam – kupiliśmy bilety w pierwszych dniach roku… i już wtedy spora część widowni była już wypełniona chętnymi…
Sobotni konkurs rozpoczął się o godzinie 16, i trwał mniej więcej do godziny 23. Imprezę podzielono na 3 części, w której w pierwszej części wystąpiły 3 kabarety, i w każdej z dwój kolejnych części – zaserwowano po 2 występy. Warto dodać, że każdy z 7 wykonawców – podarował widowni kilkadziesiąt minut bardzo dobrego humoru.
Uśmialiśmy się z Andim po pachy…kilka razy wręcz nie mogąc powstrzymać płaczu :) Jeju, jak nam to było potrzebne. Oczywiście sami siebie w naszych domowych pieleszach też potrafimy rozbawić do łez…ale wpadlibyśmy w samo zachwyt, gdybyśmy dłużej byli przekonani, że jesteśmy niezastąpieni w dostarczaniu sobie powodów do śmiechu po pachy, czy też śmiechu do łez…
Ale też tegoroczne motto imprezy ułatwiło i wykonawcom i organizatorom wiele, bo związane było z Euro 2012. Wielu z wykonawców zatem dostosowało się do hasła przewodniego wydarzenia i wypełniło swoje wystąpienia wątkami humorystycznymi (których przecież nie brak :)) związanymi z “Ełro 2012”. W każdej z trzech części (dla wypełnienia również humorem czasu między poszczególnymi kabaretonami) miały miejsce pokazy “Ze studia ełro 2012” gdzie kabaret Dno zmontował rozmowy z najznakomitszymi postaciami polskiej polityki, kościoła oraz szołbiznesu – oczywiście w kontekście ełro :) To było naprawdę mocne !!! mocne bo każdy z takich pokazów zwieńczony był występem ulubieńca wielu , posła Macierewicza z hasłem „nie wiem Proszę Pana, ale to badamy !”…
Wykonawcy sobotniego konkursu to: Kabaret 4 fala, Kacper Ruciński , Abelard Giza, Kabaret Młodych Panów, Kabaret Szarpanina, Kabaret Czesuaf, oraz Ci, którzy mnie najbardziej pozytywnie zaskoczyli: kabaret Święszczychrząszcz.
Jakież było moje zadowolenie, gdy się okazało, że z 7 występów nagrodziliśmy naszymi głosami dokładnie tę samą trójkę: Kabaret Święszczechrząszcz (mam nadzieje, że okaże się dziś, że wygrali :)) , Kacpra Rucińskiego i Abelarda Gizę. Niestety skeczów i żartów StandUpowców nie jestem w stanie tutaj zrelacjonować, gdyż nie nadają się na to miejsce :):):)… zaś kabaret Święszczychrząszcz, którego nigdy wcześniej nie znałam i nie miałam bladego pojęcia, że czymś takim można także bawić…zaskoczył mnie pomysłowością i tym, że wszystkim co zaprezentowali różnili się od całej reszty. W całym ich występnie wszystko było zapięte na ostatni guzik i nie ziewnęłam nawet przez sekundę…Chłopaki zmontowali przy użyciu dźwięku, oświetlenia sceny a także swojej niesamowitej kondycji fizycznej – naprawdę ciekawe widowisko :) i co ważne, nie używając ani jednego niecenzuralnego słowa i żartu (którymi z kolei wypełnione były występy innych, bo przecież tak jest po prostu najłatwiej rozśmieszyć: zakląć i już cała sala nasza…)warto było tam być naprawdę !
Było tym bardziej miło, że w czasie przerw (które trwały ok. 15-20 minut) mogliśmy porozmawiać ze sporą grupką naszych znajomych, którzy także nie odmówili sobie tej imprezy :)
Już się nie możemy doczekać…następnego roku – na pewno pójdziemy !

Suplement

W sieci pojawiły się już wyniki sobotniego konkursu. Ha ! Zwycięzcami pierwszych trzech miejsc są moi faworyci:
I miejsce – Tytuł DebeŚciaKa: Kacper Ruciński
II miejsce – Tytuł BeŚciaKa: Abelard Giza
III miejsce – Tytuł ŚciaKa: Świerszczychrząszcz
IV miejsce – Kabaret Czwarta Fala
V miejsce – Kabaret Czesuaf
VI miejsce – Kabaret Młodych Panów
VII miejsce – Kabaret Szarpanina